Slash:
Gdyby ktoś nie ogarniał jest poniedziałek. Idziemy dzisiaj na jakiś koncert, znaczy się zagrać, no, never mind. Jako iż w naszym domu jest najmniejszy syf (tak, ostatnio zagoniliśmy Adlera, żeby posprzątał) wszyscy się tutaj zleźli i przygotowywali do tego jakże wielkiego wydarzenia. Siedziałem na kanapie i miałem na to wyjebane, bo ja przecież zawsze wyglądam zajebiście. Nagle usłyszałem przeraźliwy pisk. Ruszyłem swój zacny tyłek i poszedłem poszukać jego źródła. McKagan sterczał na samym środku łazienki nie przestając się drzeć. Kilka sekund później do łazienki wbił Izzy.
- Kurwa, zamknij ryja McKagan - mruknął.
Jak widać jemu też wisiały te wszystkie przebieranki. Wnioskuję tak dlatego, że czas przeznaczony na doprowadzenie się do jako-takiego porządku wykorzystał na 'zabawę' z Ingrid. Pierdolony szczęściarz.
- Wyglądasz jak zjeb - stwierdziłem, patrząc na oklapnięte, mokre włosy Duffa.
- Sam wyglądasz jak zjeb - odpowiedział.
- Nie, bo ty.
- No chyba ty.
- A twoja matka to gej.
Izzy przewrócił oczami.
- Oboje wyglądacie jak zjeby. Zadowoleni? - już chcieliśmy mu przypierdolić (a przynajmniej ja), ale zaczął skurwysyn mówić coś sensownego. - Duff, co znowu się stało?
- Ech... Suszarki nie mogę znaleźć.
Patrzyliśmy z Izzym na tego kretyna, próbując ogarnąć jego kretynizm.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć... - Izzy podszedł i położył McKaganowi dłoń na ramieniu. - Ale w tym domu nigdy nie było suszarki.
Powinna teraz zagrać jakaś złowroga muzyczka, or something. Duff wszedł do salonu i skulił się w jakimś kącie. Załamanie nerwowe made by Michael McKagan. Wpiszemy mu to w papiery. ''Powód: brak suszarki''. Z pokoju wyłonił się Axl. Popatrzył na Żyrafcia.
- A temu co znowu? - zapytał lekko rozbawiony.
Tak, takie akcje zdarzają się dosyć często.
- Suszarki nie ma - krótko zakomunikował Izzy. - Dobra, mnie to zwisa, wy się nim zajmijcie.
Po czym wrócił dalej ruchać Ingrid. The End.
To tyle, jeśli chodzi o Stradlina. Mieliśmy trochę większy, prawie dwumetrowy problem.
- Axl, weź coś zrób, bo nie zagramy bez tego idioty.
- Racja. Gina! - zawołał. - Masz może pod ręką jakąś suszarkę?
Gina wyjrzała zza drzwi.
- Mam. Ale nie można jej przeciążać, bo jest stara i do kitu.
- Chuj z tym, suszarka to suszarka. Dawaj ją tu.
- Egh, Bill... Mogę się najpierw ubrać?
- Skoro musisz. Tylko szybko.
Znów zniknęła, a chwilę potem wyszła w jakiejś badziewnej, zielonej miniówce. Gheh, ten celulit. Nie żeby coś, lubię dziewczyny, które mają kształt, ale jakoś trzeba przy tym wyglądać, nie?
- Proszę - podała Axlowi suszarkę.
Duffowi aż zaświeciły oczy. Porwał urządzenie i zatrzasnął się w łazience.
- Ile mamy jeszcze czasu? - zapytałem.
- Za jakąś godzinę musimy tam być. Sprzęt czeka, bez obaw.
Uśmiechnąłem się cwaniacko.
- A tobie co znowu się lęgnie w tej pojebanej główce? - zapytał Rose.
- Pójdę powiedzieć Izzy'emu, że musimy się zbierać.
- Nie bądź aż tak okrutny. Niech się sobą nacieszą. Poza tym, Izz tymczasowo nie ćpa, to coś musi robić, nie?
I chuj, wszyscy są po jego stronie.
- Ale ja nie pozwalam im się ruchać w moim pokoju!
- To nie twój pokój idioto, tylko Adlera za czasów, kiedy jeszcze z wami mieszkał. Daj spokój i też byś mógł coś z sobą zrobić zamiast się wszystkiego czepiać.
Grr. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
- Idź otwórz - powiedziałem do Axla.
- Sam se idź.
Jak zwykle wszystko muszę robić sam.
- Kimkolwiek jesteś wypierdalaj! - krzyknąłem, po czym dodałem: - No chyba, że masz cycki!
Drzwi pisknęły gorzej niż McKagan i do mieszkania wbiła... Ech, jak to było... Agness? Amanda? Alice? A ja wiem, coś na A.
- Wiem, że przeszkadzam, ale Jolene kazała mi przyjść i truć wam dupę.
Chyba ją lubię.
- Teraz akurat Jolene jest trochę zajęta, więc... Chodź, siadaj.
- Nie żeby coś, ale zakładam, że zajęta Stradlinem, tak?
Serio ją lubię.
- Taaa.
Cały nasz dom znowu wypełnił wrzask Duffa.
- Na chuja Pana, co znowu? - mruknąłem, po czym powlokłem się do łazienki.
Nosz zajebiście. Debil wkręcił włosy w suszarkę. Nie wiem jak, ale wkręcił. Myślałem, że się tam poryczy. Ale momentalnie zamilkł, kiedy zobaczyć Angelę. O, przypomniałem sobie jej imię. I kto tu jest zajebisty?
- Angie?! Tego, cześć... Wiesz, taka trochę głupia sytuacja... A ty czego się Hudson ryjesz?!
Nawet nie zauważyłem, że się śmieję. No ale dobra, tsza zorganizować jakąś pomoc. Zapukałem do pokoju, który zajmowali Axl, Gina i Adler.
- Ej, Gina, potrzebna jesteś!
Dziewczyna wyszła. Zaprowadziłem ją do załamanego Duffa. Też zaczęła się śmiać.
- To nie jest, kurwa, śmieszne! - oburzył się McKagan.
- Dobra, weź mu jakoś pomóż, bo musimy się już zbierać. A ty Angie, byłabyś tak miła i poszła ze mną po Izzy'ego?
- Z przyjemnością.
Poszliśmy i bez pukania wbiliśmy do pokoju, gdzie przebywał Izzy ze swoją dziewczyną. Miałem nadzieję, że przerwiemy im 'zabawę', ale nie, kurwa, Stradlin siedział sobie grzecznie na łóżku, a Jolene zapinała sukienkę.
- Boże, Izz, co ci się porobiło z włosami? - zapytałem.
- Dorwała mnie prostownicą - wskazał na Jolene, a ona uśmiechnęła się szatańsko.
- No cóż... Wyglądasz mniej cygańsko niż zwykle - popatrzył na mnie tym swoim wzrokiem, mówiącym 'jesteś kretynem, wypierdalaj'. - Dobra, whatever, musimy już iść.
Trochę trwało, zanim wszyscy skończyli się pindrzyć, ostatecznie przybyliśmy do Troubadour spóźnieni 10 minut.
Duff:
Siedzimy sobie spokojnie na zapleczu w Troubadour. Będziemy grać po tym zespole. Nie denerwuję się jakoś specjalnie. JA nie muszę, przecież gram na basie. I tak mnie nie słychać. Adler jest na haju od samego siedzenia. Jezu, jak można się tyle uśmiechać, no jak?! Slash, odkąd tu siedzimy, zdążył wypalić pół paczki fajek. Axl nie za bardzo przejmuje się graniem i chyba całkowicie zgubił się w cyc... znaczy się w oczach Angeli. Izzy jak zwykle ma na wszystko wyjebane, no a jakże by inaczej. Wkurwia mnie już tym swoim tomiwisizmem i ignorancją. Niczym się nie interesuje, mam go dość. MAM GO, KURWA, DOŚĆ! Mam dość wszystkich. Egh, myślę jak Axl. To przez brak dragów, zdecydowanie. Wiadomo, pierwszy występ w LA, to nie można zbytnio przesadzać z ćpaniem. To nie z własnej woli tak myślę, to Axl zabrał wszystkie prochy. Zostawił mi tylko wódkę. A właśnie...
- Gdzie jest moja wódka?! - ups, chyba pomyślałem to na głos.
Wszyscy się na mnie popatrzyli.
- Wystarczająco dużo wypiłeś - stwierdził Axl.
- Dzięki mamo, ale chyba jednak nie.
- Jak tam chcesz.
Po czym wrócił do wpatrywania się w cycki Angeli. A żeby go cholera! Angela miała być MOJA! Ale nie, kurwa, ja oczywiście byłem zbyt pijany, no zajebiście. Takie rzeczy to tylko Michael Duff Rose McKagan. Na cholerę mi to Rose?! Przecież to babskie imię. Czemu sobie je wybrałem? Ile wtedy wychlałem?
*Retrospekcja*
- Ej, Michael!
- Nie mów tak na mnie! - FOCH!
- Niby czemu mam nie mówić?
- Bo to gejowskie imię.
- Ta, to niby jak mam cię nazywać?
Chwila namysłu.
- Duff. Albo Rose.
Nieopanowany rechot.
- Rose? To damskie imię!
Zaczyna się tarzać po podłodze ze śmiechu. A mnie się podoba. Duff Rose McKagan. Pasuje. Już wolę mieć damskie imię niż gejowskie.
*Powrót do rzeczywistości*
Patrząc z perspektywy czasu to mogło zostać samo Duff. Chuj, ja tu się zajmuję imieniem, a zespół, który grał schodzi ze sceny! Cholera cholery w cholerze. Ej, wait, to są baby! Ha, niezły support nam wybrał Marck. Teraz chwila zastanowienia, czy to są dziewczyny, czy faceci w damskich ciuchach (Poison, Motley Crue, Quiet Riot i inni). Cycki są, więc obstawiam na opcją nr 1. W sumie, to nawet niezłe laski. No, jedna.
- Ej, stary, wracaj do świata żywych, idziemy! - Slash zaczął mną potrząsać.
- Co? Gdzie?
Slash pociągnął mnie, dał mój najukochańszy bas i zapytał, czy wiem jaka jest pierwsza piosenka.
- Ech... Mama Kin? - próbowałem znaleźć tę dziewczynę, ale gdzieś zniknęła.
- Nie, ale dobra. Najpierw Nice Boys.
- Hmm? Co mówiłeś? - wreszcie zaszczyciłem go moją uwagą.
- Popatrz - pokazał mi jakąś kartkę. - Widzisz? N-I-C-E B-O-Y-S - przeliterował.
Chyba powinienem był go słuchać. Zacząłem się czuć jak osoba specjalnej troski. A i tak nie wiem co gramy...
*Angela*
No cóż, znam tych debili od trzech dni, a już wiem, że są debilami. Ale cholernie utalentowanymi debilami, to muszę im przyznać. Duff się nie odzywa od piątku. Tj. odkąd nie dałam mu się przelecieć. Nie moja wina, miał szansę, ale był zbyt pijany. Cholera by go. Teraz jak widzę Axl ma podobne plany, których oczywiście nie zrealizuje, bo ma dziewczynę. Jego też cholera by mogła wziąć. Slash się mną jakoś nie zainteresował (a tego to już największa cholera powinna wziąć). No oczywiście, akurat ten, który mi się spodobał. Szlag by ich wszystkich trafił. Ingrid mnie zaciągnęła na ten ich koncert, bo nie chciała być sama. Wyszło na to, że i tak tylko Izzym się zajmuje. Ach tak, jeszcze ta najlepsza wiadomość, że jak wrócę do domu moi starzy mnie wyślą do jakiejś autystycznej laski z mojej klasy. Naprawdę nie ma autyzmu (chyba). Wiecie, to jedna z tych, co zawsze trzymają się na uboczu, nie afiszują się. Nie zauważysz, że wyszła, albo weszła do pokoju. Przerażające. "Ona jest taka dobra, czemu nie jesteś taka jak ona? Nie martw się, spędzisz z nią trochę czasu, może zrobisz się taka dobra i grzeczna jak ona". Te powtórzenia słowa 'ona' są celowe. Moi starzy (znaczy się ludzie, z którymi teraz mieszkam) cały czas ją wychwalają, ile to by dali za taką córkę. Niech idą do diabła, sami mnie wzięli, ich problem.
- Hej, Angie - odezwała się Ingrid - chodź, zaraz zaczynają.
- To wyjaśnia, czemu się zainteresowałaś moim istnieniem - mruknęłam sarkastycznie.
- No przepraszam, ale... No nigdy nie byłaś zakochana?
- Nie - odpowiedziałam szybko. Zbyt szybko.
- Ach. Czyli byłaś i to nieszczęśliwie! - cholera, jest chyba jedyną osobą, która potrafi mnie przejrzeć. - Czy może jesteś?
- Nie jestem i nie byłam. Możemy zamknąć ten temat?
Zatrzymała się.
- Możesz mi ufać. Coś się dzieje?
- Nie, nic. Naprawdę wszystko w porządku.
Westchnęła.
- Zatem dobrze. Chcesz się ze mną naćpać?
- Jasne - ach, ten moment... - Chwila, miałaś nie brać.
- Nagły wypadek - puściła do mnie oko.
- Jesteś niegrzeczna!
- Czy ktoś kiedykolwiek twierdził, że tak nie jest?
Axl:
Jak ja się kurewsko boję! Nie, nie zaśpiewam, nie dam rady! Kiedyś już to robiłem i wiem, że nie dam rady. Kiedy graliśmy podczas Hell Tour* wygwizdali nas. Występowanie na scenie jest do luftu. Nie jestem to tego stworzony, pomyliłem się, trzeba było zostać w Lafayette, z rodziną, a nie pakować się w ten cały 'zespół'. CHOLERA! Ale nie mogę się już wycofać, nie mogę ich zostawić. Przecież żadne z tych beztalenci nie potrafi śpiewać. Chociaż nie, wait, Duff potrafi. I Izzy. Adler też kiedyś próbował mnie wygryźć i wbić się na wokal. No to na chuj ja tutaj?! Dobra, spokojnie Bill, to nic takiego, to tylko kilkanaście osób... Pieprzyć to, ja nie chcę. Staliśmy już na scenie, jaki miałem wybór? Zaczęli grać pierwszą piosenkę. Zobaczyłem w tłumie Ginę. Jakoś nie dodała mi otuchy. Potem znikąd pojawiła się Angela. Uśmiechnęła się do mnie. Od razu poczułem się lepiej. Chyba chłopaki mają rację, nazywając mnie zdradzieckim pudlem. Chociaż tylko połowicznie, bo pudlem nie jestem. Miałem szczęście, że przypomniałem sobie, że mam śpiewać. Kiedy skończyliśmy piosenkę publika obrzuciła nas butelkami. No i co ja miałem w takiej sytuacji zrobić? Coś w środku mnie mówiło: "Nie schodź ze sceny, nie schodź ze sceny, śpiewaj dalej". Dobra, przemogłem się i zaczęliśmy drugą piosenkę. Tym razem tłum nawet nie poczekał z wyrażaniem swoich (negatywnych) emocji do końca utworu. Szybko stamtąd uciekłem. Zaraz za mną przyszedł Slash.
- Ej, stary, tylko nie płacz...
- Co? Czemu mam płakać?
- No wiesz, po naszym pierwszym występie w Omni Room, jak nas wyśmiali, to się rozpłakałeś.
Cholera, że też ludzie muszą pamiętać takie rzeczy. Cały zespół zszedł ze sceny. Kierownik patrzył na mnie bardzo nienawistnie. Jakby to była moja wina, że nas obrzucili tymi butelkami. Izzy poszedł do niego i zapewniał, że następnym razem będzie lepiej, tylko niech nam da szansę. Ale ja nie dam rady więcej śpiewać! I tak mnie nie doceniają. Przecież się starałem, tak cholernie się starałem! Ktoś mnie stamtąd wyprowadził. Odetchnąłem świeżym (pełnym dymu z papierosów i jointów) powietrzem. Taak, następnym razem będzie lepiej.
*Chyba musimy sobie coś wyjaśnić. To opowiadanie jest całkowicie pojebane i niezgodne czasowo, ponieważ teraz jest teoretycznie kwiecień '85, a chłopaki w Hell Tour pojechali w czerwcu tego właśnie roku, czyli to takie zdarzenie z przyszłości. Ale to tylko szczegół .-. (a ludzie kurewsko lubią czepiać się szczegółów)
Axl tak biedny... No tylko bez załamki! Podnieść leniwe tyłki i pokazać ile jesteście warci!
OdpowiedzUsuńNo Polly.., Izzy, DO ROBOTY!!!!!