niedziela, 13 kwietnia 2014

Coś w rodzaju prologu.

Teoretycznie jest to prolog, ale nie mam pewności, więc...
__________________________________________________________________________________________

*Carmen*

Chciałam zacząć tę wypowiedź od zdania ''Kiedyś byłam grzeczna'', ale stwierdziłam, że to nieodpowiednie określenie. Kiedyś byłam lalką. Plastikową lalką, która nie miała własnego życia, nie miała prawa do posiadania innego zdania. Byłam lalką, która myślała tylko o tym, czy nie podpadnie ojcu. Dorośli wpajali mi zasady, reguły, których miałam przestrzegać, żeby wyjść na ludzi. Konsekwentnie wybijali mi z głowy każdą myśl niezwiązaną z nauką. A dlaczego? Żeby mogli się przed znajomymi chwalić ''A moja Carmen to ma same szóstki''. Rzygać się chce, prawda? Podczas, gdy inne dziewczyny w moim wieku zabawiały się ze swoimi chłopakami, bawiły na imprezach i korzystały z życia, ja siedziałam nad książkami, żeby zadowolić tatusia. Nie widziałam w tym nic dziwnego. Kompletnie nic. Nie chodziłam na imprezy, nie piłam, nie paliłam, nawet muzyki nie słuchałam. Jeśli gdzieś wychodziłam, to była to biblioteka. Nie miałam przyjaciółek, ani nikogo takiego. Bo byłam lalką.
Kiedy teraz patrzę wstecz, to aż mi się niedobrze robi. Ale na szczęście udało mi się jakoś uratować moją młodość. A wszystko to zasługa Ingrid, Angeli, Izzy'ego, Duffa, Axla, Slasha i Stevena. Na świętego Morrisona, co ja bym bez nich zrobiła? To oni pokazali mi co to przyjaźń, miłość, życie. Uświadomili, że nauka nie jest najważniejsza i że można żyć bez łaski ojca. Rodzice powiedzą, że mnie zepsuli. Że zepsuli ich lalkę. A ja powiem, że mnie uratowali. Dzięki nim nadrobiłam zaległości szesnastu moich zmarnowanych lat.

*Angela*

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że moja mama przedawkowała, kiedy miałam 7 lat, albo od tego, że tata na moich oczach popełnił samobójstwo, gdy miałam 12. Może od tego, że trafiłam do rodziny zastępczej, a potem do następnej i następnej. Że nikt mnie nie chciał, bo za bardzo się buntowałam i sprawiałam zbyt wiele problemów. Przez długi czas miałam awersję do wszystkich dorosłych. Nienawidziłam ludzi, którzy mieli szczęśliwe rodziny, którzy mieszkali z własnymi rodzicami. Szczególnie potępiałam dziewczynki z dobrych domów tj. bogate, takie, które zawsze dostają to, czego chcą. Carmen była jedną z tych właśnie dziewczyn, ale nie całkiem. Była z bogatej rodziny, ale nie miała prawie nic. Tak, zawsze czułam się lepsza, że jednak wiem co to życie. Żyłam wtedy w imię zasad 'Sex drugs n' Rock & Roll' i 'Live fast, Die young'. Miałam 14 lat, a często nie przychodziłam do szkoły, bo miałam kaca. W wieku 13 lat pierwszy raz się naćpałam, a dziewictwo straciłam rok później. Nie byłam zwyczajna. Nie chciałam pasować do społeczeństwa.
Niedługo przed moimi szesnastymi urodzinami spotkałam Stevena, a on poznał mnie z resztą zespołu. Wtedy wiedziałam, że nie jestem sama. Wszyscy, co do jednego, byli tacy jak ja, ale każdy był inny. Olewali wszystkie wzorce, byli sobą. W moim alkoholowo-narkotycznym świecie nie było czasu na miłość czy przyjaźń. Oni pokazali mi, że to się da zmienić. Upijali się razem, ćpali razem i nawet dziwki pieprzyli razem. Pomyślałam wtedy "Cholera, ile ja bym dała za takich przyjaciół". Nie musiałam długo czekać. Będę im wdzięczna do końca życia.

*Ingrid*

Chyba każdy zna kogoś takiego, kto nie pasuje do otoczenia, wyróżnia się z tłumu. No cóż, ja znałam Angie, a ona znała mnie. Obie byłyśmy te "inne". Bo nie tak się ubierałyśmy, bo mówiłyśmy inaczej, bo chodziłyśmy własnymi drogami. A ja dodatkowo jestem dziwaczką z jakiegoś malutkiego europejskiego państewka, interesującą się "poezją i innymi lamerskimi rzeczami". Nie łatwo jest żyć w otoczeniu słodziutkich nastolatek piszczących na widok Jona Bon Jovi (jakkolwiek nie byłby on przystojny), albo ewentualnie hipisów, dzieci kwiatów, których idee nie odbiegały od słodkich dźwięków gitar akustycznych. Zastanawiałam się jak oni wszyscy mogą uważać, że Zeppelini, Doorsi i inne tego typu zespoły to zwykłe darcie ryja. Nawet Queen to według nich nic. Nosz kurwa, jak tak można?! No i właśnie przez takie usposobienie naznaczyli mnie na odmieńca, na zakałę klasy. Nikt nie pochwalał mojej miłości do Sex Pistols, Ramones, Misfitsów, Judas Priest, Doorsów, Aerosmith, Stonesów czy Zeppelinów. Dopiero, kiedy poznałam Angie zrozumiałam, że nie ma w tym nic złego. Ich krytyka podwyższała moją samoocenę. Los chciał, że spotkałam grupkę chłopaków o podobnych poglądach, którzy (delikatnie mówiąc) mieli wszystko w dupie. Zawsze będę im za wszystko cholernie wdzięczna.
Carmen też nie była normalna, ale odwrotnie do nas. Ja miałam w głowie tylko pomysły, jak dobrze wykorzystać życie. Ona myślała o szkole, tylko i wyłącznie. Ale udało mi się ją nawrócić. Może nie była to tyle moja zasługa, co nas wszystkich: Angeli, Slasha, Axla, Popcorna, Izzy'ego i w dużej mierze Duffa. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez nich. Dziwne, jak kilka osób może wywrócić twoje życie do góry nogami, a potem jeszcze udowadniać, że tak być powinno zawsze. Ale może zacznijmy to wszystko od początku...

2 komentarze:

  1. Czekam na "coś w rodzaju 1 rozdziału" XD Dawaj Rosie i aczkolwiek mniej mi znany Izzy

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadłam na Waszego bloga przypadkiem, a potem zwróciłam uwagę, że przecież obserwujecie bloga mojego i Madzi. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej tu nawet nie zajrzałam. A w sumie to wiem... na waszym profilu nie pokazywało mi się, że macie bloga.
    Co do prologu.
    Ma coś wspólnego z naszym, więc wspomagając się komentarzami od nas powiem, że jest ciekawy, inny niż zazwyczaj. Nie tak jak zawsze, z perspektywy przeszłości tylko przyszłości. No cóż ... wielkie umysły myślą podobnie B)
    Z samego prologu mało można wywnioskować, no bo .. no bo to prolog.
    Wiem, że macie nas w obserwowanych, jednak martwi mnie brak komentarzy z waszej strony. Także ten ... chamsko się zareklamuję! :D
    http://roadtocalifornialivingaftermidnight.blogspot.com/2014/06/rozdzia-vi.html

    To link do nowego, dodanego ostatnio rozdziału. Zapraszamy! ;)
    Powiem jeszcze, że mam nadzieję, iż będę kontynuować czytanie, jednak wiecie jak to bywa. Nie chcę spędzić całych wakacji przy komputerze.
    Proszę o wyrozumiałość. :D

    ~Michelle

    OdpowiedzUsuń