Ingrid:
O pierdolę, moja głowa... Gdzie ja w ogóle jestem? Nie miałam siły się jakoś szczególnie ruszać, więc obróciłam się tylko na drugi bok. A tam co? Izzy. No nie, teraz to chyba jednak wstanę. Udało mi się ustalić moje położenie geograficzne. Leżałam na podłodze, obok kanapy, u Izzy'ego w mieszkaniu. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Pierdolę, co się stało z moim ubraniem?! Rozejrzałam się. Axl chyba nie wrócił. Nie znalazłam moich ukochanych, dżinsowych szortów, ale w okolicach okna wypatrzyłam bluzkę. Czy raczej to co z niej zostało. Boże, co my wczoraj robiliśmy? Udało mi się ogarnąć, że jest dopiero 15, więc stwierdziłam, że budzenie Izzy'ego nie ma większego sensu. Ubrałam się w pierwszą z brzegu koszulę. To jakiś pojebany zwyczaj, że zawsze rano kobieta ubiera koszulę swojego faceta? Nie, chwila, co ja bredzę? Izzy to nie jest mój... A może jest? Nie wiem. Ech, więcej z nim nie piję. No cóż, moja śpiąca królewna z nieznanych przyczyn się obudziła (to na pewno nie miało związku z tym, że przed chwilą jebłam pustą butelką o ścianę).
- Jezu, Ingrid, co ty odpierdalasz? - zapytał zaspany.
- Ja? A co my wczoraj odpierdalaliśmy?
- O co ci chodzi? - jak zwykle nie ogarniał o czym mówię.
Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę.
- Przeleciałeś mnie?
- Nie! - prawie krzyknął, a potem dodał: - Nie wiem... Chyba nie... Nie pamiętam.
Kac morderca nie ma serca.
- No to mamy problem, bo ja też nie - usiadłam na kanapie. - Ubrałbyś się może?
Rozejrzał się po mieszkaniu i zatrzymał wzrok na mnie.
- Nie mogę, masz na sobie jedyną czystą koszulę... Czemu masz na sobie moją koszulę?
- Odgarnij grzywkę z oczu i popatrz, co zostało z mojej - wskazałam na kawałek podartego materiału.
- O cholera... Powiedz, że to nie ja!
Wzruszyłam ramionami. Izzy schował twarz w dłoniach.
- Ja pierdolę, a tak się starałem...
- No już, nie przeżywaj - powiedziałam i chciałam już zdjąć jego koszulę, ale mnie powstrzymał.
- Pojebało cię?! Nie będziesz mi tu chodzić nago.
- No ty tym bardziej nie. Poza tym, nie zjadłeś chyba mojego stanika, nie?
- To nie jest śmieszne - mruknął.
- Trochę jest - wyszczerzyłam się.
- Zastanawiałaś się już, co powiesz starym? Bo mam pewną sugestię: - odchrząknął teatralnie - 'Moja kochająca, wyrozumiała rodzicielko, nastąpiły pewne okoliczności, które uniemożliwiły mi uczęszczanie do szkoły. Zostałam mianowicie zaproszona na szklaneczkę soku, jednakże po kilku minutach zamieniło się to w libację alkoholową. Jest mi niezmiernie przykro również z tego powodu, iż skorzystałam z noclegu udzielonego mi przez mego zacnego przyjaciela i nie przybyłam na tę noc do domu.' Co o tym sądzisz?
Facepalm.
- Nie no, nie wierzę, że zdałeś maturę tylko na 2! - roześmialiśmy się oboje. - Nie mogę po prostu powiedzieć, że się schlałam w trupa i urwał mi się film? I dodać, że za 9 miesięcy mogę wrócić do domu z bachorem?
Zamyślił się, po czym stwierdził:
- Nie. Tak jest niedostatecznie poetycko.
Przewróciłam oczami. Zdjęłam koszulę Izzy'ego, więc siedziałam w samej bieliźnie i zgadnijcie, co się wtedy wydarzyło (poza tym, że Stradlin wpatrywał się we mnie, jakby nigdy cycków na oczy nie widział)? Wrócił Axl. Zajebiście, nie? Dobrze, że miał problemy z otworzeniem drzwi, to się przynajmniej owinęłam kocem i schowałam za Izzym, ale co mi to da stanąć za takim patyczakiem? No właśnie.
- Słuchaj Izzy, mam zaje... Co ty robisz z tą dziwką?! - krzyknął, kiedy już mnie zauważył.
- Sam chciałbym wiedzieć - odparł Izz spokojnie. - Coś się stało?
Patrzył na mnie jeszcze chwilę, po czym zakomunikował radośnie:
- Gramy koncert!
- Co?! - krzyknęliśmy równocześnie.
*Kilka godzin wcześniej, Rainbow*
Axl:
- Co ty tutaj robisz?! - usłyszałem słodki, melodyjny, wkurwiony głos.
- No, wiesz... Ech, nastąpiły pewne zmiany w naszym planie i... A w ogóle ślicznie wyglądasz, wiesz?
- O nie, nie, dzisiaj ci się nie uda - syknęła moja kochana dziewczyna. - To ja haruję jak wół, żeby jakoś wyżyć, a ty mi to wszystko przepijasz?!
Spuściłem wzrok.
- Po pierwsze... - zacząłem cicho - dzisiaj stawiał Izzy... No a po drugie: co ty mi się tutaj z jakimś fagasem mizdżysz?!
Gina schowała twarz w dłoniach, jak to często robiła, kiedy nie pojmowała mojej głupoty.
- To jest kierownik tego parszywego miejsca, kretynie. Próbowałam wam ustawić jakiś koncert.
Od razu się ożywiłem.
- I co? Jak ci poszło? - dopytywałem się.
- No cóż... - zrobiła pauzę - macie zabukowane poniedziałki.
- Żartujesz?! Nie wierzę! - chciałem zacząć skakać ze szczęścia.
Poniedziałki to w sumie nie powód, żeby się cieszyć, zawsze jest wtedy najmniej osób, ale co tam! Mamy ten występ! Damy nasz pierwszy, zajebisty koncert, a wszyscy ci pojebani goście w garniakach, co zawsze siedzą z tyłu, zobaczą, jaki świetny zespół mają pod nosem. A potem podpiszemy dłuuugi kontrakt i wydamy mnóstwo płyt i...
- Bill! Słuchasz mnie?
- Nie - odparłem, po czym odpuściłem bar.
Gina coś za mną krzyczała, ale co tam. Na czym to ja skończyłem? A tak, od cholery płyt i każda laska będzie nasza. Coś jeszcze... Właśnie! Miliony na koncie, to jest to! Tylko najpierw musimy zagrać ten koncert... Damy radę, jak już mówiłem, przecież jesteśmy zajebiści. Zagramy Mama Kin, albo Nice Boys, albo... Tak! Pojedziemy z grubej rury i zagramy My Way Your Way! Tylko żeby się chłopaki nie naćpali zbytnio, bo jakoś ostatnio na próbach jak Izz skombinował 'trochę' koki, to Slash 'trochę' odleciał i 'trochę' nie dawał rady grać. Pierdolić go, mają wszyscy ci kretyni być perfekcyjnie przygotowani!
Miałem iść do domu, ale wstąpiłem jeszcze do Michelle i zostałem dłużej... Ach, Michelle. Jakby ktoś kiedyś był przejazdem w LA i szukał sobie dziwki, to polecam Michelle. Izzy też ją lubi. I Adler. Duff też. A Slash to chyba najbardziej.
Izzy:
Miałem taki sen, w którym pieprzyłem się ładnych pare godzin z Ingrid... Ja pierdolę, jakie to było zajebiste! Kiedy się obudziłem okazało się, że to chyba nie był sen. A obiecałem sobie, że do niczego nie dojdzie, no szlag by to trafił. Ona ma szesnaście lat, cholera, nawet dla mnie to jeszcze dziecko. Ja za to kończę jutro dwadzieścia trzy... Ech, jestem stary. Żaden normalny człowiek nie powie, że dwudziestotrzylatek jest osobą starą, ale biorąc pod uwagę ile już przeżyłem, to jednak młody nie jestem. A może jestem? Chuj wie. "Chuuuuuuj nie ma móóóóóózguuuu", usłyszałem w głowie głos McKagana. Zawsze tak mówi. A właśnie. Nie wiem, co ma do tego Duff, ale gdzie do cholery jest Axl? Bo chyba jakby wrócił do domu i zastał mnie z Ingrid w takich okolicznościach, to by nas obudził i się wkurwiał. Jak zwykle zresztą. Jak wtedy, kiedy została tutaj Marie... Odnoszę wrażenie, że Axl nie lubił żadnej z moich dziewczyn. A co jego to obchodzi z kim ja się rucham?! Jak tak o tym myślę, to on mnie wkur... Wywołuje negatywne emocje.
Wracając do Ingrid, boję się myśleć, że to, co mi się rzekomo śniło, wydarzyło się naprawdę... Ale wszystko na to wskazywało. Podarłem jej bluzkę, a spodnie wyrzuciłem przez okno. Jakby tego było mało, spijałem z niej wino, co też pozostawiło swoje ślady. Moje ubrania również nie wyszły z tego cało. Udawałem, że nie pamiętam niczego. Po co mam jej to mówić? Może z czasem sama sobie przypomni, może nie. Tak czy inaczej, nie wydaje się bardzo przejmować ewentualnością utraty dziewictwa w wieku lat szesnastu.
Moje przemyślenia (Jezu, od kiedy ja myślę?) przerwał powrót Axla. Ingrid owinęła się w jakiś koc, bo wcześniej, mimo moich protestów, zdjęła koszulę i siedziała w samej bieliźnie. Rose się oczywiście wkurwił, ale po chwili ochłonął i zakomunikował, że gramy koncert.
- Stary, co ty brałeś? O jakim koncercie bredzisz? - zapytałem spokojnie.
- Nic nie brałem, gramy koncert! - oburzył się. - Gina przekonała kierownika Rainbow, żeby nam pozwolił grać w poniedziałki.
- Mówisz poważnie?
Skinął głową i nienawistnie wpatrywał się w skuloną za mną postać. Ingrid schowała się jeszcze bardziej, usiłując uniknąć jego wzroku. Jak zwykle nic nie mogłem na to poradzić. Kiedyś spytałem Axla czemu tak jej nie lubi.
- Bo to dziwka. Złamie ci serce - odpowiedział.
- Co? Od kiedy ty się martwisz o moje pieprzone serce? - zamilkł i to był już koniec rozmowy. Nie rozumiem go, nosz kurwa, nie rozumiem!
Zasugerowałem Ingrid, żeby już poszła. Pojawiła się bardzo istotna kwestia mojego kretynizmu. W czym ona wróci do domu? Dlaczego rozszarpałem jej bluzkę i wywaliłem spodnie przez okno?! Tak serio, dlaczego? Nawet dla mnie to nie miało sensu. Ale cóż... pijany byłem, nie? Jeszcze niedawno u nas w mieszkaniu były jakieś damskie ubrania, a teraz jakimś magicznym sposobem się ulotniły. Szlag by to trafił. Nagle do mieszkania wbiła Gina. Miałem zamiar ją... wykorzystać. Wlepiła gały w Ingrid, jakby prawie naga dziewczyna to było u nas coś niezwykłego.
- Gina, pomożesz nam? - zapytałem z nadzieją.
- W czym?
Chwilę zbierałem myśli.
- Ech, no bo widzisz... Jak wróciliśmy z Rainbow to byliśmy z deczka napruci i w ogóle... No... Nieważne, grunt, że Ingrid nie ma w czym wrócić do domu. Mogłabyś jakoś pomóc? Proszę...
Jako iż Gina Axlem nie jest, zlitowała się nad nami i pozwoliła wziąć jedną z sukienek, które kiedyś tutaj zostawiła. Ingrid cicho podziękowała i zniknęła za drzwiami pokoju Rose'a. Odpaliłem Ginie działkę koki za pomoc. Chwilę potem wyszła i zabrała Axla. Ingrid wyłoniła się z pokoju w niezbyt dopasowanej sukience, bo była jednak trochę drobniejsza od Giny. Cholera, jej we wszystkim ładnie.
- Idziemy? - zapytała cicho.
- Jasne.
Wziąłem ją pod ramię i odprowadziłem pod same drzwi jej domu. Kiedy byliśmy na jej ulicy zatrzymała się.
- Izzy... - zaczęła - wiem, że jutro są twoje urodziny, ale... Wątpię, żebym miała jakiekolwiek szanse wyrwania się z domu - to powiedziawszy zaczęła mnie całować. Staliśmy na samym środku ulicy, na widoku, ale co mi tam! Kiedy skończyliśmy Ingrid westchnęła tylko i szepnęła:
- Tak jest o wiele lepiej niż po pijaku.
Zaśmialiśmy się i ruszyliśmy dalej.
Slash:
Siedzieliśmy u nas w mieszkaniu i we trójkę zdychaliśmy. Nie wiem czemu Popcorn też, bo teoretycznie tu nie mieszka. Zamieszkuje ze swoją Jessicą jakąś dziurę w szemranej dzielnicy, a i tak wiecznie u nas przesiaduje. No ale co poradzić, jesteśmy za niego odpowiedzialni, to w końcu nasz pudel, yep? A jak już jest, to się przynajmniej do czegoś przydaje. Nauczyliśmy go przynosić piwo, zapamiętał na którym kanale są pornole... Ogólnie to bardzo grzeczny piesek, tylko żeby jeszcze tyle nie nawijał! Wkurzające, wkurzające w cholerę. Nie no, żartuję, Adler jest zajebisty. Ale nie jak się ma kaca, no proszę, ile można?! Nosz kurwa, a mogłem tę noc, ten ranek i to popołudnie spędzić z Jolene! Dałem za wygraną i teraz pewnie Izzy ją zgarnął. Ech, jestem słaby.
Wyszliśmy z baru i zniknęliśmy w ciemnym zaułku. Izzy szukał jakichś prochów, bo jak zwykle zaginęły w jego kurtce. Jolene do mnie podeszła i zapytała, czy nie mógłbym iść.
- Dlaczego..?
Westchnęła.
- Nie ważne - zaczęła mnie całować. Trochę trwało, zanim się od niej oderwałem. - Kiedyś ci się odwdzięczę, obiecuję.
- Noo... - pocałowałem ją jeszcze raz. - Dobra.
Cholera jasna! Tak łatwo się mnie pozbyć. Nie pozostawało mi nic innego jak wrócić do domu i się schlać do nieprzytomności. Ledwo przekroczyłem próg i poszedłem po butelkę Danielsa, a dwa blond pudle zaległy na kanapie. Znaczy się jeden na kanapie, drugi na podłodze. Ech... Mi pozostała sypialnia, ale jaki z niej pożytek, jak się nie ma kobiety. Odłożyłem whisky na stolik nocny, zarzuciłem na siebie kurtkę i poszłem sobie jakąś sprowadzić. Najpierw odwiedziłem Michelle, ale kiedy stałem pod jej drzwiami, usłyszałem, że jest zajęta. Trzeba dodać, że zajęta Axlem, och shit, Gina się wkurzy. Dobra, Michelle odpada to może... Hmm, jej siostra? Jest trochę młodsza, ale co tam. 'Trochę' znaczy, że ma 15 lat. Chuj z tym, jest zajebista, więc w czym problem? Przeszłem pare metrów korytarzem i zapukałem do innych drzwi. Otworzyła mi śliczna, młodziutka brunetka.
- Cześć Saul - uśmiechnęła się słodko.
- Masz czas? - zapytałem.
- Maam, wejdziesz? - puściła do mnie oczko.
- Jeszcze pytasz?
Zostałem u niej trochę... Wyszedłem koło południa. Axl nadal był u Michelle. Wróciłem do domu, Daniels grzecznie czekał na mnie na nocnym stoliku. Dobrze, że ten pudel, z którym mieszkam woli wódkę. Położyłem się i wreszcie zasnąłem. Coś koło 3 z wielkim hukiem wbili Axl i Gina i zakomunikowali, że w poniedziałek gramy koncert. Axl zabronił ćpać. Żeby tego małego, rudego człowieczka piekło pochłonęło! Pieprz się, nie będziesz mi mówić co mam robić! Będę chciał się naćpać to się naćpam i chuj!
- Ej, czy ktoś nie zapomniał o innej ważnej rzeczy? - odezwał się Duff.
- O czym mówisz? - zapytał Axl.
- No wiesz... Jutro? - nikt nadal nic nie ogarniał. - Jutro są urodziny Izzy'ego wy tępe chuje!
- Wypraszam sobie - fochnęła się Gina.
- Dobsz, tępe chuje i tępa cipo - mruknął McKagan.
Miał fart, że go nie usłyszała.
Hahaha! "Chuuuuuuj nie ma móóóóóózguuuu" nie no GENIALNE! Polly, macie z Izzym niewątpliwie ogromny talent
OdpowiedzUsuń