*Steven*
W życiu mężczyzny następuje taki okres, w którym każdy powód do schlania się w trupa i obrzygania jakiegoś nowego miejsca wydaje się być dobry. Dziś tym powodem były urodziny Stradlina. Impreza otwarta, siedzieliśmy w Rainbow i informowaliśmy wszystkich, że z okazji urodzin piją za darmo. Zaśpiewaliśmy pijackie, barowe "sto lat", a potem działy się różne rzeczy. Jakaś laska nieźle się wstawiła i zrobiła striptiz. Axl dostał opieprz od Giny, że ten striptiz oglądał. Izzy był chyba najbardziej niezainteresowany imprezą spośród wszystkich obecnych. Siedział tylko przy stoliku sącząc wódkę, a na popitę miał wino, żeby było zdrowiej. Był taki jakiś smutny czy coś w tym rodzaju. Chuj go tam wie. Dobra, na cholerę przejmować się Izzym, jak i tak mi nic nie powie. Rozejrzałem się. Za górami, za lasami, w odległym kącie Rainbow, dostrzegłem dziewczynę. To nic dziwnego, bo jestem, jakby nie patrzeć, w barze, ale to była serio niezła dupa. Taka... inna niż wszystkie. Jak Stradlin siedziała obojętna. Znaczy tak mi się wydaje, bo włosy jej zasłaniały pół twarzy. Podeszł do niej jakiś kolo i chyba zaczął podrywać. Dała mu w pysk i nadal popijała swojego drinka. Ostra. Czas skombinować sobie panią do towarzystwa. No bo ktoś się przecież musi zająć małym (dużym) Adlerem po imprezie. Podeszłem do niej chwiejnym krokiem.
- Można się przysiąść, dziewojo? - wybełkotałem.
Podniosła na mnie wzrok.
- Chcesz skończyć jak tamten? - pokazała na kolesia, którego walnęła.
- A co ty taka skwaszona, co? - usiadłem przy jej stoliku. - Ja tu cię kulturalnie chcę poznać, a ty się na mnie rzucasz. Nie ładnie.
- To idź do kogoś, kto się będzie 'ładniej' zachowywał - warknęła. Ma dziewczyna temperament!
- Steven jestem.
- Jak bardzo napruci byli twoi starzy, że ci dali takie gejowskie imię? - zapytała.
Wywróciłem teatralnie moimi zajebistymi oczkami.
- A ciebie jak ochrzcili?
- Nikt mnie nie chrzcił.
- No dobra, jak ci dali na imię?
- Angela.
Pierdolę, też chciałem jej coś błyskotliwego powiedzieć odnośnie jej imienia, ale jakoś nic nie wykombinowałem lepszego od:
- Nie wyglądasz mi na anioła.
Popatrzyła na mnie jak na ułomnego.
- Bo nim nie jestem. Słuchaj, nie mam nastroju do rozmowy, jasne? Przyszłam tutaj się schlać, bo nigdzie indziej by mi nie sprzedali alkoholu, a że trafiłam na ten cyrk to świadczy tylko o moim pechu.
- Ej, ej, żaden cyrk, tylko urodziny mojego przyjaciela!
Mruknęła tylko coś w rodzaju 'whatever'.
- No weź, zawsze taka jesteś jak ktoś cię próbuje poderwać?
- Tak, kurwa, zawsze.
- Może jak ci przyniosę drinka to się chociaż uśmiechniesz? - nie dawałem za wygraną.
- Nie możesz mi dać spokoju i iść do kogoś innego? - odpowiedziała.
- Nie. Co pijesz?
- Ty tak na serio? - skinąłem głową. - Jak tak bardzo pragniesz mnie upić, to najszybciej będzie wódką.
Przeleciałem przez całe pomieszczenie do baru. Zamówiłem dwie butelki wódki. Cały czas patrzyłem na Angelę. Była zupełnie nie w moim typie, ale i tak mi się spodobała. Wróciłem do stolika i postawiłem na nim jedną z butelek.
- A ile ty masz właściwie lat, że ci mają alkoholu nie sprzedawać?
- Szesnaście - powiedziała, po czym wzięła łyk wódki. - Ale mam tutaj znajomości. A ty, Człowieku-Dywanie?
Dać dziewczynie alkohol, a od razu jej się poprawia humor. Magia.
- A ile byś mi dała?
- Bo ja wiem, dwanaście?
- Niewiele się pomyliłaś - powiedziałem ironicznie. - Zgaduj dalej.
- Czternaście?
- Pudło. Dwadzieścia.
Pochyliła się nad stołem.
- A nie wyglądasz.
Pogadaliśmy trochę i im bardziej była pijana, tym ta rozmowa była milsza. Stwierdziłem, że przedstawię ją chłopakom. A co! Objąłem ją ramieniem i poszliśmy odhaczyć Duffa i Izzy'ego. Wiadomo, solenizant ma pierwszeństwo.
- Taaaaakże teeeego - wybełkotałem, kiedy dotarliśmy do stolika, przy którym siedzieli. - Tooooo jeeeest Angeeeeela, a too jest Iiiiizzy, a taamteen tooo Duuuufffff.
- Kurwa, Popcorn, schlałeś się bardziej niż ja! - szok, Izzy się uśmiechnął. - Ją też tak naprułeś?
- Nie - odpowiedziała dziewczyna całkiem przytomnie - Ze mną nie jest tak źle.
- A my to się chyba już poznaliśmy, nie? - zapytał Duff.
- Tak? Kiedy?
- No wiesz, w romantycznym nastroju kiblowego sexu - uśmiechnął się cwaniacko.
- To nie był żaden sex - dała mu lekko w łeb i wybuchnęła śmiechem.
- No wiem i dlatego to było nie fair!
Izzy zaczął się śmiać jak pojebany.
- Co on ćpał? - zapytałem Duffa.
- No właśnie nic - odpowiedział.
- Co rozumiesz przez >>nic<<?
- Nic. Ani hera, ani koka, ani LSD, ani hasz, ani nic! Siedzi tylko i chla.
Pierdolę, znam Stradlina już kawał czasu i nigdy nie widziałem, żeby na imprezie nic nie brał. W ogóle rzadko się go widuje, jak nie jest naćpany.
- Ej stary, dobrze się czujesz? - zapytałem, kiedy przestał się śmiać.
- Jasne, czemu pytasz?
- No wiesz, ty bez dragów...
Chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
- Przedstawiłem ci Jolene, nie? - skinąłem głową. - No, to obiecałem jej, że jeśli ona nie będzie ćpać, to ja też.
- Taa... Już to widzę - mruknął Duff.
- Gratulacje, właśnie zgłosiłeś się na ochotnika, by nam towarzyszyć! - sarkastycznie zakomunikował Izzy.
- Co?! Mowy nie ma!
Izzy wziął łyka wina.
- Się zobaczy.
Poszliśmy z Angelą do Slasha i Axla, bo akurat pili razem. Slash zmierzył ją spojrzeniem.
- I co myślisz? - zapytał Axl.
- Nie lepsza od Ingrid - stwierdził po chwili.
- Ingrid? - ożywiła się Angela. - Maiden?
- Taak, a co, znasz ją?
- To moja najlepsza przyjaciółka.
Slash i Axl popatrzyli na siebie. Hudson wydał z siebie przeciągły gwizd. Wiecie, taki, jak na przywołanie psa.
- Ej, Stradlin! - zawołał. Chłopak odwrócił się w jego stronę. - Masz tutaj przyjaciółkę swojej dziewczyny!
Izzy patrzył na niego i było widać co myśli: 'On już nie powinien pić'. Slash wstał, złapał Angelę za rękę i zataczając się podszedł do stolika Izzy'ego.
Izzy:
I chuj. Uparli się, żeby zrobić tą jebaną imprezę urodzinową. Ingrid dostała opierdol od rodziców i zakaz wychodzenia z domu. No i po cholerę mi urodziny, jak nawet mojej dziewczyny nie ma? Tak, mojej dziewczyny. Podczas gdy wszyscy się zajebiście bawili, ja siedziałem cicho przy stoliku, próbując nie rzucać się w oczy. Wychlałem troche. Nawet nie mogłem nic wziąć, bo obiecałem, że nie będę ćpać. Nie myśleć sobie, że Ingrid mnie zmusiła, to ja zmusiłem ją. Za dużo brała, stanowczo za dużo. I tak na zbyt wiele jej pozwoliłem przez te dwa lata. Taa, znamy się już dwa lata... Wychodzi na to, że ja miałem lat dwadzieścia jeden, a ona... czternaście? O cholera. Dobrze, że wtedy jako-tako nad sobą panowałem, bo to chyba wykroczenie ruchać się z osobą poniżej piętnastego roku życia.
Tak czy inaczej jakiś czas temu przysiadł się do mnie Duff i pił ze mną, żebym tak sam nie siedział. Też był nieźle wstawiony. Siedzieliśmy, siedzieliśmy, aż tu nagle podchodzi Adler z jakąś dziewczyną. Była niebrzydka, ale też nie jakoś specjalnie ładna. Ujdzie w tłumie, tyle powiem. Przedstawił ją jako Angelę. Adler to chyba już był w swoim świecie. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie. Chciałem się już zbierać do domu, wymknąć tak, żeby nikt nie zauważył, ale nie, kurwa, Slash czegoś ode mnie chce. Coś tam krzyczy, coś bełkocze. Podszedł do mnie i pociągnął Angelę (?) za sobą.
- Patrz - rozkazał. - Widzisz?
- Ślepy nie jestem, jeśli do tego zmierzasz.
- To jest Angela, widzisz? - ha, czyli dobrze zapamiętałem imię. - Ona się przyjaźni z Jolene, znaczy się z Ingrid... No, z twoją dziewczyną, wiesz.
Slash całkowicie stracił świadomość i zaczął latać po Rainbow, śpiewając na całe gardło. Angela popatrzyła za nim, po czym skierowała spojrzenie na mnie.
- Więc Ingrid ma chłopaka? - zapytała siadając tam, gdzie wcześniej siedział Duff.
Już go tam nie było, bo poszedł tańczyć ze Slashem, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
- Wychodzi na to, że ma - odpowiedziałem.
- Nigdy nic mi nie mówiła.
- Może dlatego, że ci kretyni sobie to wymyślili. Jeszcze jej nie zapytałem.
- A zamierzasz? - uśmiechnęła się.
- Nie wiem - skłamałem. To chyba oczywiste, że po tym wszystkim... - Może tak, może nie. Dobra, ja idę, może jeszcze kiedyś pogadamy.
Wstałem szybko i wyszedłem. Nareszcie wolny! Nawet nie byłem tak pijany, jak myślałem. Nie spieszyłem się, bo Axl i tak miał iść do Giny. Najwyraźniej spędzę tę noc sam. Wolnym krokiem zmierzałem do domu. Była pełnia, cóż za zbieg okoliczności. Miałem przed oczami poprzednią noc, kiedy szedłem tą drogą z Ingrid. Było niemal tak jasno jak teraz. Prawie wtedy biegliśmy. Zatrzymaliśmy się w połowie drogi, a ona wskoczyła mi na plecy... Nawet nie wiem, kiedy znalazłem się pod swoimi drzwiami. Były otwarte, co było do przewidzenia, bo są zamknięte tylko wtedy, kiedy nie mam kluczy. Ech, rzeczy martwe mnie nienawidzą. Wszedłem do mieszkania, odwiesiłem kurtkę. Wszystko było tak samo, ale inaczej. Drzwi sypialni były uchylone, w środku paliło się światło. Ale... JAK?! Ja wychodziłem ostatni i żadne światło się wtedy nie paliło. A teraz się pali. Poszedłem to sprawdzić. Zajrzałem do pomieszczenia i mało nie zszedłem na zawał. Na łóżku siedziała Ingrid. Myślałem, że to tylko moje przywidzenie, że jednak jestem pijany. Ale nie, to się działo naprawdę.
- Wszystkiego najlepszego - odezwała się.
Nie panowałem nad sobą kompletnie. Podszedłem do niej i padłem na kolana przed łóżkiem.
- Jak..? Skąd..? - wybełkotałem.
- Naprawdę myślałeś, że ominęłabym twoje urodziny? - zaśmiała się. - No wstawaj, powtórzymy to, co robiliśmy wczoraj.
Patrzyłem jej w oczy przez dłuższą chwilę. Czy jest na tej planecie szczęśliwszy człowiek ode mnie?
Duff:
- Kocham cię, stary... - wybełkotał Slash.
- Ja ciebie bardziej! - odpowiedział Steven.
Zaczęli się kłócić który kogo kocha bardziej. Przerwali dopiero, kiedy sytuacja zrobiła się gejowska. Z jakimi kretynami ja żyję, no nie mogę... No ale dobra, tym razem im wybaczę, wypili jakieś cztery butelki różnych alkoholi (po cztery dla każdego, rzecz jasna). Mają prawo być pijani. Razem ze mną tej sytuacji przyglądała się Angela. Chyba tylko Adler może uważać, że jest jakoś wybitnie piękna. Ach, jeszcze Axlowi się podoba, ale ona nie ma za grosz gustu. Angie jest, hm... przeciętnej urody, tak, to dobre określenie. Może jutro, jak wytrzeźwieję, będzie ładniejsza. Chociaż zwykle w takich sytuacjach dziewczyny stają się brzydsze. Cholera. Dobra, chuj z tym, nie zaszkodzi z nią pogadać. Jeśli oczywiście się da, bo chyba też już swoje wypiła. Siedziała z głową opartą o moje ramię.
- Ej, Angie?
- No?
- Żyjesz? - wiem, wiem, sensowne pytanie, nie musicie mnie chwalić.
- Nie bardzo, a ty?
- Zdycham. Może odprowadzić cię do domu? - od kiedy jestem taki wspaniałomyślny?
- A ja wiem. Chyba nie dasz rady tam dojść.
- A ty to niby dasz? Poza tym, jestem mniej pijany niż ty.
- Nie jesteś - stwierdziła.
- No dobra, nie jestem, ale mam większą tore...tolel... torel... to-le-ran-cję - ech, nigdy nie potrafiłem tego wypowiedzieć po pijaku - na alkohol niż większość ludzi.
Prychnęła lekceważąco.
- Proooszę cię, wypiłam dziś trzy butelki wina i jedną wódki. Widać po mnie?
- No... Niby nie, ale chyba jednak nie jest bezpiecznie wracać takiej dziewczynie jak ty, po nocy, samej.
Zamilkła na chwilę.
- Po prostu liczysz, że dokończymy po drodze, co zaczęliśmy w kiblu, prawda?
- Jestem aż tak przewidywalny?
Zaśmiała się. Ostatecznie wyraziła zgodę, bym jej towarzyszył w drodze do domu. Nie miała z tego baru daleko. Kilka minut, jeśli się znało skróty. A ona znała, tylko zapomniała, bo była pijana. Zabłądziliśmy kilka razy. Cały czas śmialiśmy się nie wiadomo z czego. Boże, jakie to było pojebane! Dwóch pijaków, którzy zajmują całą drogę. Raz wpadłem przez to do rowu. Nie chciało mi się wychodzić, wierzcie mi. Angie próbowała mnie wyciągnąć, ale co może takie chuchro? Sama też wpadła do tej dziury. Leżeliśmy i opalaliśmy się pod księżycem.
Kurwa mać! No siedzę i ryję ze śmiechu! "poszedł tańczyć ze Slashem, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało" i " - Kocham cię, stary... - wybełkotał Slash.
OdpowiedzUsuń- Ja ciebie bardziej! - odpowiedział Steven.
Zaczęli się kłócić który kogo kocha bardziej. Przerwali dopiero, kiedy sytuacja zrobiła się gejowska." oraz "Raz wpadłem przez to do rowu. Nie chciało mi się wychodzić, wierzcie mi." myślałam, że już nie dam rady! Będziecie odpowiadać jeśli pęknie mi ze śmiechu brzuch xD Dawać dalej! Ja chcę jeszcze!
PS Najbliższe pytanie na jakie chcę mieć odpowiedź ;) :
Czy Angie dokończyła z McKaganem to co zaczęła w kiblu, czy też nie? XD
Haha czekam na dalsze części i Polly, bierz się do roboty, bo wasz blog działa na mnie jak LSD xD