Nie mogę się całkowicie podpisać pod tym rozdziałem, bo pomagała mi w jego napisaniu moja kuzynka, niekuzynka Julka i za to jej chwała :') Ale pociesza mnie to, że Kacper nawet słowa nie dopisał, to się poczułam lepsza.
_____________________________________________________________________
Duff:
Chuj by to strzelił. Znowu zostaliśmy sami. Ingrid ma w pokoju monitoring (dosłownie), a starzy Angie wysłali ją na odwyk (nie dosłownie). No cóż, przynajmniej Izzy sobie przypomniał, że jest gitarzystą. Zakochał się chłopak, nie da się tego nie widzieć. Jest mu wszystko jeszcze bardziej obojętne niż zazwyczaj.
- Co tam bazgrzesz, Iz? - usłyszałem głos Slasha.
- Nic takiego.
- No pokaż! - dołączył się Axl.
Wyrwali mu skrawek papieru. Slash rzucił na niego okiem, po czym podał bez słowa Axlowi.
- Jesteś geniuszem - wykrztusił wreszcie Rose. - Serio, powinieneś częściej się zakochiwać.
- Chyba wolę nie... - mruknął Izzy i zabrał Axlowi kartkę. - I ani mi się waż zrobić z tego piosenkę!
- To co to niby było? Liścik miłosny? - Slash zaczął się śmiać.
- Tak, kurwa, dokładnie tak - warknął rytmiczny i spierdolił.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę i było słychać tylko śmiech Axla i Slasha. Nagle do domu wleciał Adler. Miał minę zbitego szczeniaka. Był cholernie przybity, jakby ktoś go właśnie... ech, nie wiem.
- Ej, stary, co jest? - zapytałem, kiedy usiadł obok mnie na kanapie i otworzył butelkę wódki.
- Jessica mnie rzuciła - zakomunikował smętnie.
Slash zaklął pod nosem.
- Co żeś zrobił? - zapytaliśmy z Axlem chórem. Nic nie powiedział. - Adler, co ten debil zrobił?
- Przespał się z nią - odezwał się po chwili milczenia.
Wpatrywaliśmy się w Hudsona jak w eksponat muzealny.
- No to chyba ty powinieneś rzucić ją, no nie? - stwierdziłem.
- Nie, właśnie, że nie. Jak mi powiedziała to z automatu jej wybaczyłem, a ona wtedy... - pauza - Wtedy mnie poinformowała, że mnie rzuca, bo się zakochała.
- CO?! - Slash gwałtownie wstał. - Kurwa mać! - wybiegł z domu.
Zaczęliśmy pocieszać Popcorna. Nie wiem, dlaczego Axl to robił, ale ja nie chciałem, żeby mi wychlał całą wódkę. No co? Tsza się troszczyć o swoje.
- Nie przejmuj się, nie była ciebie warta - pocieszałem go. - Znowu zamieszkasz z nami i będzie tak jak kiedyś...
Popatrzył na mnie tymi swoimi wielkimi, niebieskimi, lśniącymi od łez oczami.
- Nie chcę mieszkać ze Slashem...
- Wobec tego chodź do nas - szybko zaproponował Axl. - Jakoś się pomieścimy.
I nikt już się nie odezwał. Adler sobie poszedł. Czemu wszyscy wychodzą? Chwilę potem zostałem sam, bo Axl się ulotnił. Siedziałem, siedziałem, aż poczułem chęć wyjścia z domu. Co do cholery się dzieje?! To pewnie dlatego, że jest tak czysto. Kto normalny lubi siedzieć w czystym mieszkaniu? Tsza będzie nasyfić. Tak czy inaczej wyszedłem... tfu! Wyszłem i ruszyłem (ruszłem?) w nawet sobie nieznanym kierunku. Minąłem kilka sklepów, barów i innych melin. Zatrzymałem się przed bardzo, bardzo, bardzo dużym budynkiem, w którym nigdy nie byłem, i który wydawał się być przerażającym miejscem. Wielki napis nad drzwiami głosił "biblioteka". Po plecach przeszły mi ciarki. Ludzie mówią, że to miejsce, w którym się czyta... Brr, książki. Wpatrywałem się w wejście do tego jakże upiornego budynku. I nagle co widzę? Angelę z jakąś blondynką.
- No chodź, to tylko biblioteka - chłodno powiedziała blondyna. Żadnych uczuć, normalnie zero.
- JA NIE CZYTAM - Angie dobitnie zaakcentowała każde słowo. - Duff! - rzuciła mi się na szyję. - Ratujesz mi dupę!
- O nie nie, młoda damo. Idź pozyskiwać wiedzę - powiedziałem stanowczo.
- Duff, co ty brałeś? - zapytała.
Blondynka odchrząknęła znacząco.
- Miałyśmy się uczyć - zakomunikowała.
- Nie smęć, zrób choć raz coś złego! Może zacznijmy od tego, że to jest Duff.
- Ej, sugerujesz, że poznanie mnie to "coś złego"? - udałem obrażonego.
- A co kurwa, zaprzeczysz?
Wzruszyłem ramionami.
- W sumie.
Staliśmy chwilę w milczeniu, po czym zaproponowałem:
- A może pójdziemy się schlać?
Jak ta blondyna na mnie spojrzała to myślałem, że mnie tym wzrokiem zabije.
- Przepraszam, ale o czym pan mówi? - odezwała się.
Co kurwa? Pan? Czy ja dobrze usłyszałem? Angie wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
- Tak więc proszę pana, chętnie wybiorę się z panem do jakiegoś baru. Co pan poleca? - powiedziała, za każdym razem akcentując "pan".
- Ta, bardzo kurwa śmieszne. Rainbow?
- Czemu nie... Proszę pana.
Przewróciłem mymi zajebistymi oczętami.
- A co masz zamiar zrobić z... tym czymś?
- To znaczy czym?
- No wiesz... Tym - wskazałem na dziewczynę stojącą z deczka z tyłu.
- Chodzi ci o Carmen?
Skinąłem głową.*
- No także tego. Zabierzemy ją ze sobą. Chyba panu to nie przeszkadza?
- Jak długo zamierzasz mówić do mnie "pan"?
Uśmiechnęła się wrednie.
- Co to jest Rainbow? - cicho zapytała... ech, Carmen?
Popatrzyliśmy z Angelą na siebie.
- Ona tak serio? - rzuciłem.
- Obawiam się, że tak - odpowiedziała Angie ze zgrozą.
No dobra, stwierdziłem, że jak jej wyjaśnimy, iż to bar, to z nami nie pójdzie. Ale nic nie powiedzieliśmy i jakoś ją tam zaciągnęliśmy.
*Skinoułem głuffkom i szczepłem gżyfkę na bok bo się stegowała. Ach, jagrze słitaśnie to zrobiuem.
Slash:
Nosz kurwa zajebiście! W chuja kolejna laska mnie kocha! Jestem z tego w chuj zadowolony... Steven mnie zje... No i kurwa ten tego... Poszłem do mieszkania Jessici (i byłego miejsca zamieszkania Popcorna), ale tej kurwy nie było. Jeszcze bardziej zajebiście. No ja pierdolę, oczywiście, bo jak kurwa muszę z nią pogadać to jej kurwa nie ma... kurwa. Chyba nadużywam słowa "kurwa". Chociaż w sumie... Chuj z tym. Tak właściwie jest mi to obojętne. Szłem, szłem i nagle widzę Duffa z Angelą i jakąś blondyną. Wydawała się nieźle schlana. Serio, nie dawała rady iść o własnych siłach. Nie ma to jak być pijanym o... hm, 16? Chwila, czemu JA nie jestem jeszcze pijany? Ugh, jak tak można, tsza to zmienić jak najszybciej! Ale nie, kurwa, próbowałem wyminąć Duffa & spółkę, ale mnie oczywiście zatrzymali.
- Slash! Czekaj! - wydarła się Żyrafa.
- Czego, kurwa pytam się kurtularnie?
- Kulturalnie, analfabeto - poprawiła mnie Angie.
- Whatever... - mruknąłem, po czym podjąłem kolejną próbę wejścia do Rainbow.
- No czekaj kurwa! - znowu krzyknął McKagan. - Pomógłbyś w biedzie.
- A co ja kurwa, z tego będę miał? - zapytałem cwaniacko.
- Świadomość, że pomogłeś? - serio ten debil liczył, że pomogę tak za nic?
- No chyba ty.
Duff przewrócił oczami.
- Dobra kurwa, odpalę ci działkę.
- I..? - kombinowałem dalej w nadziei, że wyłudzę coś więcej.
- A czego jeszcze jaśnie pan pragnie? - wycedził sarkastycznie.
- Na kolana i bij pokłony! A być może rozważę twoją prośbę.
- Pierdol się - rzucił, po czym oddalił się taszcząc tę półprzytomną (czy raczej nieprzytomną?) blondynę.
Poczułem jakieś takie wewnętrzne coś, że muszę go dogonić i mu pomóc. No i chuj, na cholerę mi to wewnętrzne coś?! Ugh.
- Oj dobra! Poczekaj mendo! Tylko tak sobie żartowałem - krzyknąłem, już biegnąc za McKaganem.
Duff odwrócił się i popatrzył na mnie z zaskoczeniem.
- Slash... Ty na pewno nic dziś nie brałeś? - zapytał
- Nie, czemu? To już jak chcę z dobrego mego serca ci pomóc, to znaczy, że brałem?
- Slash, błaaagam... Ty i dobre serce? - zapytał sceptycznie.
- Oj zamknij się już. Mam wam pomóc czy nie?! - rzuciłem zdenerwowany.
- Dobra, już dobra. Spokojnie mistrzu - Duff uśmiechnął się cwaniacko.
Rzuciłem mu wściekłe spojrzenie i zabrałem się za taszczenie blondyny. Po paru żmudnych, męczących minutach zapytałem:
- A tak w ogóle co to za laska?
- To jest Carmen. Moja... hmmm. Niańka? - odparła Angie.
- Więc... Schlaliście ją... Ale po co?
- Nie specjalnie... Dziewczyna ma słabą głowę. - powiedział Duff.
- Taaa... jasne - powiedziałem przeciągle.
- Naprawdę! Car chciała mnie zaciągnąć do... - zrobiła dramatyczną pauzę - BIBLIOTEKI! - broniła Duffa Angie.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Hmmm... Biblioteka - wypowiedziałem to słowo wolno, z obrzydzeniem - A po chuja chciała tam iść?
- Miały się... Brr... Uczyć - zbulwersował się Duff.
- Chodzicie do szkoły?
Angie spojrzała na mnie jak na idiotę. No co kurwa? Ja tam od zawsze miałem głęboko w dupie szkołę.
- No niestety - odpowiedziała wreszcie.
Przeszliśmy jeszcze parę kroków, po czym znów zapytałem:
- A gdzie ją zabierzemy?
- Kurwa... Nad tym się jeszcze nie zastanawialiśmy - powiedziała Angela.
- A niech lezie do nas - zakomunikował McKagan.
A ten co kurwa sobie myśli?! Motel jakiś pierdolony prowadzimy, czy co?!
- A czemu to kurwa do nas? - spytałem mocno wkurwiony.
- Ech... - westchnął Duff - Do jej domu nie możemy, bo jej rodzice. Do Axla nie, bo przez ciebie siedzi tam nasz biedny, zraniony pudel - spojrzał na mnie - Więc pozostajemy tylko my - uśmiechnął się głupkowato.
- A do Angie? - spytałem z nadzieją.
No co kurwa? Nie chce by mi się po domu pałętała jakaś nieprzytomna blond kurwa! Angela spojrzała na mnie dziwnie.
- No co? - spytałem. Teraz to już w ogóle nic nie ogarniam.
- Slash, idioto, Angie TEŻ idzie do nas - wytłumaczył McKagan.
- A to czemu? - zaczynam się czuć jak dziecko specjalnej troski...
- Bo ja też jestem wstawiona i nie zabiorę pijanej Carmen do mojego domu - powiedziała ironicznie. - Chyba ci to nie przeszkadza? - spytała z udawaną słodyczą.
Grrr! Jak ona mnie czasem wkurwia!
- Nie, oczywiście, że nie... - wycedziłem.
I tak już byłem na przegranej pozycji... Duff żwawo kroczył w kierunku naszej meliny. Zapytam jeszcze raz: CZY MY PROWADZIMY JAKIŚ JEBANY MOTEL?! Chuj z tym. Tak w sumie... To chuj ze wszystkim.
Steven:
Leżałem na kanapie zwinięty w kłębek. Moje życie straciło sens! No co kurwa, nikt tu nigdy nie był zakochany? Jessica to miłość mego życia, tak do siebie pasowaliśmy... A ona co?! Kurwa, jebie się na prawo i lewo i to jeszcze z moim najlepszym, pierdolonym kumplem! A to, że ja pieprzę wszystko, co ma cycki na pewno nie ma z tym żadnego związku. Jestem tego pewny. No bo Jess sama powiedziała: "Steven, lepiej będzie, jeśli pozostaniemy w otwartym związku. Zero zobowiązań". I co kurwa?! Nagle jej się to nie podoba i jest źle?! Nie ogarniam tego... Leżałem i gapiłem się w sufit. Gdy tak rozmyślałem nad swoim beznadziejnym losem, drzwi otworzyły się z hukiem i do domu wparował Axl.
- Wstawaj Popcorn! Dość tego lenistwa! - wydarł się.
- Nigdzie się nie wybieram... - mruknąłem.
- Nie musisz. Robimy imprezę. Zapraszamy duużo dziewczyn. Na pewno znajdziesz jakąś sto razy lepszą, od tej całej Jessiki.
- NIE CHCĘ! Ja chcę Jess... - załkałem.
- Nie smęć, tylko rusz dupę - spojrzałem na niego wilkiem.
Axl westchnął i usiadł przy mnie.
- Steven, nie możesz się załamywać z powodu jakiejś laski... - zaczął, próbując mnie pocieszyć.
- Jessica to nie jest zwykła laska... Kocham ją... - jęknąłem i schowałem twarz w poduszkę.
- Przecież nie jest jedyną dziewczyną na świecie. Zobaczysz, niedługo znowu się zakochasz i o niej zapomnisz.
- Tak myślisz? - spytałem z nadzieją.
- No... wiesz... - wtedy do domu wrócił Izzy. - Dzięki Bogu, że jesteś! Weź mi tu pomóż... - "poprosił" Axl.
- Co jest? - rzucił rytmiczny.
Axl mu streścił naszą rozmowę.
- Naprawdę sądziłeś, - odezwał się wreszcie Stradlin - że pomoże mu przelecenie kilku dziwek? Wiesz co... wyjdź.
- Ale... - zaczął Rose, lecz Izzy mu przerwał:
- Wyjdź!
Przetarłem oczy ze zdziwieniem. Czy tylko mi się wydawało, czy Izzy krzyknął na Axla? Nie, nie, to pewnie tylko moja wyobraźnia i ten cały alkohol, który dzisiaj w siebie wlałem. Izzy jeszcze nigdy na nikogo nie podniósł głosu... NIGDY. On jest zawsze ten spokojny i nigdy, przenigdy nie krzyczy.
- Czy... to... był... rozkaz?! - w Axlu aż się zagotowało. - Czy ty mi rozkazujesz?!
Izzy spojrzał mu w oczy z kamienną twarzą.
- Błagam cię, nie rób problemów z niczego.
Po chwili Axl wyszedł trzaskając drzwiami.
- Jakim cudem cię nie pobił? - zapytałem cicho.
Stradlin odwrócił się w moją stronę.
- Taka magiczna sztuczka. Potem mi się dostanie... - na moment odpłynął myślami. - Ale nieważne. Czemu Jessica cię zostawiła? Jestem trochę nie w temacie.
Opowiedziałem mu, jak wróciłem od Michelle i w drzwiach minąłem Slasha. Jak Jess powiedziała to straszne "Steven, musimy porozmawiać". Jak się przeraziłem, bo nie nazwała mnie Stevie. A potem powiedziałem o tym, że od tak, prosto z mostu, wyznała mi, że się zakochała i że to koniec naszego związku.
- Poczekaj... - poprosił. - Rozmawiałeś już ze Slashem?
Pokręciłem przecząco głową.
- Nie chcę go widzieć.
Izzy westchnął zrezygnowany.
- Stary... Pierwszy raz ci odbił laskę? Nie. Nie pierwszy, nie drugi, nie dziesiąty. I co zawsze się okazywało? Że wracały. Wracały, przepraszały, obiecywały poprawę. Uważasz, że z Jess będzie inaczej? Nie - kontynuował swój monolog - Jessica wróci na kolanach i będzie błagać, żebyś jej wybaczył. Powie, że myliła się co do Slasha. Taki jest odwieczny schemat, tego każdy się trzyma. Proste.
- A co jeśli nie? - odezwałem się cichutko po chwili milczenia. - Co jak to nie będzie takie proste i Jess mimo wszystko nie wróci?
- Cóż... Wtedy będziesz czekał na kolejną wybrankę serca.
Oj! Jakżem mi miło :3 No kurwa podpisałaś. Nie żeby ten... No ale jednak. Kochany Słoiczek :) Tak mi smutno z powodu Stevenka... Tak mi szmutno :'( Ta jebana kurwa Jess ma do niego wrócić, albo osobiście tam do ciebie (znowu) pojadę i ci wpierdolę! Ostrzegam ;) ! Intryguje mnie, że Stradlin postwił się Axlowi... AXLOWI! Ciekawe czy mu się dostanie... :D No czekam na kolejny! Rusz dupę do laptopa i do roboty!
OdpowiedzUsuń